5 listopada, 2013

Coctail Bar Max – owocowy (i nie tylko) zawrót głowy

Pracował kiedyś w Warszawie taki jeden barman, Łukasz się nazywał, który w Casa to tu robił drinki marzeń. Wystarczyło powiedzieć: „ma być słodki”, „z nutką goryczki”, „by mną sponiewierało”, a on czarował kolorowe, niestandardowe koktajle alkoholowe. Czasami, by się popisać, robił to z flairem. W którymś momencie uciekł z tejże knajpy i (mój) słuch po nim zaginął. Nie wiem, gdzie teraz się podziewa, co robi w życiu. Nie wiem też, czy ktoś jeszcze w tejże knajpie robi takie cuda, jakie robił on, a boję się sprawdzić, by się nie rozczarować. Trochę zrobiło się smutno, bez miejsc tego typu, w których realnie „mówisz-masz” działa i to z sukcesem. Ucieszyłam się więc, kiedy dowiedziałam się o nowej miejscówce na liście cocktajbarów w Warszawie, czyli o Coctail Bar Max.

Do cocktailbaru Bar Max zawitaliśmy październikowego wieczora na zupełnym spontanie. Mówi się, że warto cieszyć się drobnostkami i celebrować chwile, więc pierwszy wolniejszy wieczór po naszej przeprowadzce postanowiliśmy wykorzystać na mały wyskok na miasto. Od razu wiedzieliśmy, że jedziemy na Kruczą, wypróbować, co ma do zaoferowania nowy cocktailbar na tej ulicy. Pałamy do niej niejako sentymentem, gdyż przy Kruczej właśnie mieści się także Colombia Bar, w którym spędziliśmy swoją pierwszą (naprawdę pierwszą) randkę :).

Bar Max to twór pasjonatów, którzy wierzą w marzenia i ich spełnianie, kochających podróże i znających się na alkoholowych trunkach. To, co wyróżnia lokal, to kilogramy świeżych, egzotycznych owoców, z jakich przyrządzają i jakimi dekorują swoje drinki. Choć ciężko to, co robią tu barmani, nazwać po prostu drinkami.

W barze nie dostaniesz na wejściu karty pełnej wymyślnie nazwanych drinków. Tu podstawą do złożenia zamówienia jest po prostu… rozmowa z barmanem. Wystarczy powiedzieć, co się lubi, czy woli się napój bardziej słodki, owocowy, kwaśny, gorzki, z jakim rodzajem alkoholu, albo nie mówić za wiele – wszystko zależy od tego, czego sobie tylko zechcesz. Magicy, jak nazywają się sami barmani, wyczarują z egzotycznych składników przepyszny koktajl. Z kunsztem przyozdobią najpierw szklankę, w której podadzą napój. Będziecie pozytywnie zaskoczeni jej wyglądem no i smakiem, bo przecież taką żywą dekorację można z powodzeniem zjeść :). Choć pewne składniki kompozycji mogą wprawiać w zakłopotanie – bo jak na przykład zjeść coś, co wygląda jak przekrojony kasztan, albo czy to zielone na pewno będzie smaczne? Będzie ;).

Coctail Bar Max Warszawa ul. Krucza, drink bar, opinia o barze - blog o restauracjach w Warszawie

Poszliśmy na łatwiznę – ja zamówiłam drinka owocowego, bez whisky, Grzesiek owocowego, ale nieco kwaśnego, poza tym „feel free”. W moim drinku dominował arbuz i mango, w Grześka ananas i pomarańcz. Muszę przyznać, że nie wiem, jak Grzesiek to robi, ale zawsze nieświadomie wybiera lepsze dania czy drinki niż ja. Dostałam to, co chciałam, a jednak bardziej smakował mi jego koktajl. Drinki są naprawdę pyszne, niebanalne. A do tego sycące. W barze nie dostaniecie do jedzenia nic poza nimi ;), ale nie szkodzi, gdyż z powodzeniem zajadając się ich zdobieniami napełnicie brzuchy. Także jeżeli będziecie chcieli zmieścić ich dwa-trzy na łebka, to pamiętajcie, by przed wizytą w Bar Maxie nie jeść za dużo wcześniej. Żeby nie było, że nie uprzedzaliśmy.

Nie bez powodu w nazwie lokalu znajduje się jeszcze „Dom Whisky” . Poza owocowymi drinkami goście mają tu do dyspozycji wydzieloną salkę do degustacji whisky. Tego bursztynowego napoju znaleźć tu można tyle rodzajów, ile w głowie się nie pomieści. My nie próbowaliśmy, może to pomysł na kolejną wizytę? Można też przydymić cygaro, hę? ;)

Coctail Bar Max i Dom Whisky Warszawa ul. Krucza - opinia - Taste Affair blog o restauracjach w Warszawie

Na koniec krótko o wystroju i obsłudze. Tu niestety mamy małe „ale” i do jednego i drugiego. Cóż, na rynku gastronomicznym panuje olbrzymia konkurencja, a, jak to w usługach, każdy szczegół świadczy o samej firmie i podejściu do klienta. Także będziemy tych szczegółów się czepiać. Po kolei.

Obsługa. Tu uczucia mamy mieszane, bo w barze na pewno pracuje kilku kelnerów, a my będziemy oceniać przez pryzmat 2-3. Mają chłopaki wyobraźnię, by tworzyć napoje o niebanalnych połączeniach składników, które na dodatek tak dobrze smakują, można by rzec „wchodzą”, jednak już ich postawa może pozostawiać do życzenia. Barman, który nas obsługiwał wydawał się być mało zaangażowany. Wzrok wlepiony w dal, nieobecny, lekko rozmarzony… A raczej nie był typem romantyka, gdyż chwilę później poleciało z jego ust parę niecenzuralnych zwrotów w rozmowie z przybyłym do baru kolegą. Z resztą nie tylko jemu się wymsknęło. Niewybredne żarciki, gesty i dość swobodne, jak na miejsce pełne klientów, zachowanie. Z kolei inny barman był uśmiechnięty i z zaangażowaniem obsługiwał klientów. Magia ;). Panowie byli też różnie ubrani – jeden całkiem OK, pan od whiskaczy w kilcie i podkolanówkach (serio?), a inny… w polarze. Naszym zdaniem nie wypada.

Coctail Bar Max (drink bar) - opinie i recenzje restauracji - TasteAffair - przewodnik po restauracjach w Warszawie

Co do wystroju zaś: w centralnym punkcie knajpy znajduje się stacja barmańska ze ścianką pełną najróżniejszych alkoholi i owoców, otoczona okrągłym barem dookoła którego siadają zarówno ci, którzy wpadli tu przelotem, jak i ci, którzy z zaciekawieniem przyglądają się pracy barmanów przygotowujących kolorowe cuda. Światło nadaje wnętrzu przytulnego charakteru. Kilka stoików dookoła, gablotka z cygarami, TV. To, co nas zakuło w oczy to ścianka z plakatami drinków. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie jakość tych druków. Skojarzyły nam się tak, jak i te z Get Green. O gustach się nie dyskutuje, podobno, ale my zamierzamy dyskutować, gdyż we wnętrzu Coctail Baru Max ktoś w mniej udany sposób próbował przekazać świeżość miejsca (ściana po lewej) i elegancję whisky house po prawej. Oplakatowanie naszym zdaniem jak z niezbyt poważnego przybytku służącego napitkiem swym stałym klientom ;). No wygląda jak podła reklama, zupełnie nie pasuje do miejsca i nie koresponduje z przyzwoitą resztą. Nie przekreśla to faktu, że gdy pijesz coś dobrego to miło się tu siedzi. To tylko wewnętrzne poczucie braku spójności. Aha! No i ta nazwa – to jest niesamowite faux pas i marketingowy strzał w kolano. Bar Max. Poproszę zapiekankę wo viagra kaufen. Brzmi jak z „Misia”, jak taka speluna trzeciej kategorii z naciąganym amerykanizmem żeby było bardziej światowo. Gdybyśmy nie wiedzieli że miejsce jest OK to, sądząc po nazwie, z pewnością nigdy byśmy tam nie weszli. Drogi właścicielu, jeśli to czytasz to serio – zmień nazwę, bo teraz nazywasz piękną córkę powabnym imieniem Kunegunda pomagając jej na maxa ;) zwabić adoratorów :).

 

PODSUMOWANIE

GDZIE COCTAIL BAR MAX & DOM WHISKY, ul. Krucza 16/22 (Centrum)
NA CO relaks, randka
Z KIM z kimś bliskim, ze znajomym/i
KUCHNIA niebanalne owocowe drinki solidnie przystrojone egzotycznymi owocami, whisky, cygara
WNĘTRZE dość duże i przestronne; kilka stolików, duży bar po środku; nawet przytulne, choć nie do końca spójne
OBSŁUGA ogólnie poprawna, zależy od barmana i jego nastroju, czy z nami dłużej pogada czy nie, może my trafiliśmy na jeden wyjątek
CENY 25-27 zł za drinka
OGÓLNA OCENA Coctail Bar Max (mimo dramatycznej nazwy) warto wpisać na stałe na listę odwiedzanych okołoimprezowych miejsc w Stolicy. Niebanalne smaki, trochę zabawy (w wymyślaniu tego, na co mamy ochotę) i ta nutka niepewności – jak będzie smakowało to, co dostanę – sprawiają, że miejsce to nabiera odrobiny magii. Zwłaszcza wieczorem ;)
REZERWACJA MIEJSC 691 710 000; strona WWW; profil na Facebooku

 

 

  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Pinger
  • Reddit
  • Tumblr
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj


2 odpowiedzi na “Coctail Bar Max – owocowy (i nie tylko) zawrót głowy”

  1. pit wro napisał(a):

    do autora: bar max to legenda barów alko….
    sieć stworzona przez pasjonata w Jastrzębiej Górze, tam się szkoli NAJlepszych barmanów w europie środkowo-wschodniej….
    wiedza nie boli, dowiedz się i poczytaj przed kolejnym artykułem…
    przynajmniej się nie ośmieszysz….
    pozdrawiam

  2. Taste Affair napisał(a):

    Pit wro wiemy, że bar w Warszawie to nie pierwszy otwarty przez właścicieli, a jeden z i opisujemy wrażenia właśnie z niego. Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *