9 września, 2013

NÉNETTE – słodko i… zdrowo?

Ne… co? Nénette. Trudne… Co to znaczy? Próbowałam wygooglować. Znalazłam tylko… orangutana – „Nenette” to francuski film o orangutanie, zekranizowany w 2010 roku. Jest też trop drugi, tyle że „Nenetta” – planetoida, której nazwa pochodzi od francuskiego słowa nenetta, w języku potocznym oznaczającego frywolną kobietę. Czy to o to chodziło pomysłodawczyniom małej cukierni, jaka powstała kilka miesięcy temu na Kabatach? Nie wiem. Wiem natomiast, że o ile trochę to trwa, zanim przyswoi się jej nazwę (o ile w ogóle to nastąpi), o tyle zdecydowanie warto.

Prawdą jest, że zmęczony, niedospany organizm to zło – sprzyja popełnianiu błędów, w tym tych dietetycznych. Gdy jesteśmy padnięci łatwiej i chętniej sięgamy po niezdrowe, słodkie przekąski, szukając czegoś, co da nam szybkiego kopa. Ci, którzy w minimalnym stopniu interesują się kwestią zdrowego żywienia wiedzą, że takie pobudzenie, jest jedynie chwilowym efektem i właściwie przynosi nam więcej szkód, niż pożytku – po szybkim wystrzale insuliny, jej poziom gwałtownie wzrasta, po czym mocno spada, przez co robimy się jeszcze bardziej senni. A czemu o tym? Bo w ubiegłym tygodniu doświadczyłam tego na własnej skórze. Jako bezglutenowiec mam małe pole do popisu w tym zakresie, jeżeli szukam tego typu pocieszenia na mieście. Korzystając jednak z okazji, że byłam w pobliżu i wiedziałam o istnieniu tejże cukierni, postanowiłam wybrać się do niej i zbadać, czy będzie ona moim wybawieniem, czy też utwierdzi mnie w przekonaniu, że bezglutenowe ciasta (nienaturalnie bezglutenowe) do najsmaczniejszych nie należą.

Cukiernia bezglutenowa Nenette na Ursynowie - blog o restauracjach

Nénette – niepozorna, cukierkoworóżowa, położona daleko (Kabaty) i przybywająca jakby z daleka, to perełka wśród (pokuszę się o to stwierdzenie) polskich cukierni. Przyświecał jej (może to o to chodziło z ta planetoidą? ;) ) nowatorski koncept stworzenia miejsca pełnego pokus z minimalną odpowiedzialnością za popełnione grzechy. Na czym on polega? Wszystkie ciastka, ciasteczka, torty i bułeczki przygotowane w Nénette mają zmniejszoną kaloryczność w porównaniu z tymi samymi produktami w innej cukierni, są wykonane ze zdrowych składników i zachowują jednocześnie to, co w słodyczach najważniejsze – pyszny, słodki smak. Czy mogłam trafić w lepsze miejsce? :)

Do cukierni dotarłam ok. 18:00, więc wybór był mniejszy niż rano. Mimo to czekały tam na mnie serniki, wegańskie ciasto z lawendą, suflety, ciastka i rogaliki, a także delikatna kawa. Wegańskie bezglutenowe ciasta wydają mi się przesadą w moim wypadku (nie jem tego, czego nie mogę, ale nie biczuję się na siłę), tym bardziej, że nie bardzo mi smakują, dlatego zdecydowałam się na suflet truskawkowy (nie przypominał sufletu jako takiego). Czekoladowy, miękki i mokry (!) spód, puszysta pianka truskawkowa i odrobina galaretki na wierzchu, podane z malinami. Strzał w dziesiątkę! Jedząc to ciasto, nikt by nie wpadł na to, że jest ono bezglutenowe, zapewniam. A ile przy tym plusów: zdrowsze, mniej kaloryczne, wręcz pozytywnie wpływające na przemianę materii (dzięki użyciu ksylitolu zamiast zwykłego cukru i oleju kokosowego*).

Cukiernia bezglutenowa Nenette na Ursynowie - blog o restauracjach

Wracając na ziemię… Wnętrze cukierni jest miłe dla oka. Urządzone minimalistyczne, z wydzielonym „kącikiem” dla dzieci. Kolory ścian są stonowane, stoliki bardzo proste. Na szybki łyk kawy i chwile delektowania się przy ciastku – wystarczą. Można poczytać gazetę lub poplotkować – o ile w środku jest więcej ludzi, ja byłam tam większość czasu sama, więc gdybym miała z kimś rozmawiać, to prywatności bym nie uświadczyła ;). Co się tyczy obsługi – bardzo miła, uśmiechnięta, chętnie doradzała w wyborze przysmaków. I ja w tym miejscu doradzam, by wybrać się tu i skorzystać z dobrodziejstw, jakie oferuje cukiernia. Rano na kawę i ciastko, zaznajamiając się z poranną prasą, lub po drodze z pracy po słodkości na poobiedni deser – doskonale.

Cukiernia bezglutenowa Nenette na Ursynowie - blog o restauracjach

 

PODSUMOWANIE:

GDZIE NÉNETTE, ul. Wąwozowa 6 (Kabaty, niemal obok metra, vis-à-vis Tesco)
NA CO kawę i ciastko
Z KIM samemu, ze znajomym, z dzieckiem
KUCHNIA bezglutenowe ciasta i ciasteczka, torty na zamówienie i kawa
WNĘTRZE małe, jasne, ale dość przytulne. Jest tu ciekierkowo, różowo i słodko – czyli jak na porządną cukiernię przystało!
OBSŁUGA miła, nic dodać nic ując
CENY od kilku do kilkunastu złotych (poza tortami)
OGÓLNA OCENA Cukiernia Nénette to perełka wśród warszawskich (a nawet polskich) lokali tego typu – nie ma na razie konkurencji. To pierwsza zdrowa, „dietetyczna” cukiernia, w której piętrzą się przepyszne ciasta i ciastka. Popełnione tu grzechy dietetyczne zostają wybaczone. Żałuję, że jest tak daleko położona, bo tylko lokalizacja jest jej minusem.
REZERWACJA MIEJSC 22 121 56 52; strona WWW; Profil na Facebooku

 

* Trochę wywodów „nie na temat”, czyli ciekawostki :) Nie wiem, czy słyszeliście o oleju kokosowym i jego dobroczynnych właściwościach (?). Według doniesień nie przyczynia się on do budowy tkanki tłuszczowej, a wręcz  pobudza przemianę materii i wspomaga ubytek wagi przy nadwadze. Przy podgrzewaniu do bardzo wysokich temperatur nie wydziela niebezpiecznych tłuszczy trans, nie jełczeje, a dodaje potrawom ciekawego posmaku i aromatu. Ksylitol zaś, o którym również powyżej mowa, to cukier z drewna brzozy. Ma działanie bakteriobójcze, przeciwdziała próchnicy, wzmacnia szkliwo, chroni dziąsła, wzmacnia układ immunologiczny i jest prawie o połowę mniej kaloryczny niż cukier (ma czternastokrotnie niższy indeks glikemiczny!) – a to tylko wybrane jego dobroczynne właściwości.

 

  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Pinger
  • Reddit
  • Tumblr
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj


4 odpowiedzi na “NÉNETTE – słodko i… zdrowo?”

  1. Mry napisał(a):

    Moim zdaniem kolory ścian są dalekie od stonowanych ;) Miejsce ma jedną wadę (możliwe, że jest to podyktowane doborem składników – nie nad tym chcę się rozwodzić) – ciastka są drogie, jeśli nie bardzo drogie. Nie zauważyłam tam deserów w cenie – jak pisze Autorka – kilku złotych.

    • Taste Affair napisał(a):

      Mry, kolory są moim zdaniem stonowane same w sobie, w połączeniu z resztą stanowią duże kontrasty, więc mogą sprawiać takie wrażenie, o jakim piszesz, lecz paleta pasteli nie daje po oczach ;) Za suflet, ciastko „zbożowe” i minirogalika zapłaciłam ok. 14 zł. Dla porównania kawałek bezglutenowego ciastka w Tel-Avivie kosztuje ok. 16 zł. Bo właśnie o te składniki, nad którymi nie chcesz się rozwodzić, tu chodzi. Możesz kupić parówki za 3 zł, a możesz je kupić za 10 zł, pytanie czy chcesz jeść mięso, czy mom ;) To tak, jak proporcja ceny Mercedesa do Skody – niby obie maszyny to samochód, ale różnią się wnętrzem, wykonaniem, a… właściwie wszystkim. Ceny w Nenette nie są wyższe od dobrych cukierni w Warszawie, tym bardziej kawiarni.

  2. iga napisał(a):

    I taka jest filozofia pożywiania się naszego narodu. Nieważne co w środku, ważne ile kosztuje. A potem zdziwienie że się choruje nie wiadomo dlaczego.
    Przykład: nad morzem na wakacjach 90% ludzi wpycha w siebie kebab za 7 zł, kiełbasę za 6 zł i pizze dla całej rodziny za 12. No i przebój : FRYTY! Świeża ryba za 25 zl? Zapomnijcie – zjem i nawet się nie nażrę.
    A potem rak, wrzody, nadciśnienie a dzieciak wygląda jak dmuchana wersja siebie samego.
    Wracając do Nennette. Pysznie i świeżo. A rano mozna zakupić gorący chlebek z oliwkami albo suszonymi pomidorkami. Palce lizać!

    • Taste Affair napisał(a):

      Iga, niestety w tym co piszesz jest ogrom racji. Szkoda, że nadal niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, co naprawdę zjada, ale to się powoli zmienia, co daje nadzieję ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *